STANY KONTYNENTALNE

Zmiana planów to początek przygody.

hTak napisałam z pełnym przekonaniem kilka dni temu na blogu. Dzisiaj – 3 dni później – już wiem, o ile łatwiej postawić takie zdanie, kiedy plan zmienia się na atrakcyjniejszy.

Wielu z Was zorientowało się już, że myślę o powrocie do Arktyki. Moskwianin znad Oceanu Arktycznego miał oczywiście rację, kiedy z pełnym przekonaniem zakomunikował mi, że skoro dotarłam tak daleko, to na Północy zostawię już swoje serce. Jak się okazało, nie tylko ja zostawiłam – Młody też. Wyczekiwaliśmy więc lata, żeby znowu zamieszkać w bagażniku Puszka i wyruszyć w stronę niekończącego się krajobrazu tundry. Tym razem na jeszcze dłużej. W międzyczasie podróżowaliśmy, oczywiście. Jednak w rozmowach ciągle przewijały się słowa: Alaska, tundra, przygoda, lodowce, Kanada. Rozczarowanie było duże, kiedy okazało się, że z przyczyn niezależnych od nas, w tym roku nasz wyjazd na Północ nie będzie możliwy. Nie zobaczymy się z Todorem, nie dojedziemy do Tuktoyaktuk w Kanadzie, nie będziemy wyczekiwać na stado piżmowołów w tundrze.

„Zmiana planów to początek przygody”? Sama byłam na siebie zła za to zdanie. Jednak po kilku chwilach zaczęłam się nad tym zastanawiać. Zawsze miałam tysiąc podróżniczych marzeń. No, a dzisiaj już wiem, że z Młodym jestem w stanie dotrzeć wszędzie. Kilka minut namysłu i zew przygody powrócił. Mamy w końcu wszystko przygotowane: czas, śpiwory, namiot, palnik do gotowania, ukulele i hamak. Czego chcieć więcej? Ahoj, przygodo! Za kilka dni ruszamy z Seattle w drogę. Gdzie? Nie wiem, gdzie! Może przejedziemy całe Stany, a może utkniemy na Wielkich Równinach? Może spodoba nam się najbardziej na pustyni? Nie było nas jeszcze w tylu miejscach! Nie oglądaliśmy rozgwieżdżonego nieba w Teksasie, nie chodziliśmy po lasach w Kolorado, nie byliśmy w Nowym Poznaniu;) w Nebrasce, nie widzieliśmy dębowej alei w Luizjanie. I przede wszystkim: nie spotkaliśmy jeszcze tych wszystkich wspaniałych ludzi, których spotkamy. Nie daliśmy im jeszcze szansy opowiedzenia swojej historii, nie zapytaliśmy ich o to, jak się żyje na pustyni, ani w Alei Tornad i czy w West Virginia rzeczywiście jest „almost heaven” (jak to śpiewał John Denver). Nie mamy planu i czuję, że to jest najlepszy plan. Nie od dzisiaj podróżuję w duecie z synkiem i to jedno wiem na pewno: najlepsze jest to, co niezaplanowane. Za 4 dni wyjeżdżamy. Krok 1: Montana. Stamtąd zobaczymy! Śpiwory przygotowane.

Jak zawsze, ciągnie mnie w mało turystyczne kierunki. Mogę zrezygnować z Wielkiego Kanionu, czy Yosemite. Bardziej prawdopodobne, że w końcu przemierzę wzdłuż i wszerz Wielkie Równiny. Jeśli ominę Miami, nie będę płakać – chętnie wybiorę się na plażę w Maine albo zostanę w Nowym Meksyku. Dlaczego o tym piszę? Mam do Was prośbę: jeśli znacie jakieś ciekawe i mało oczywiste miejsca w kontynentalnych Stanach, podrzucajcie mi pomysły! To może być cokolwiek – park, miasteczko, instalacja artystyczna. Może razem uda nam się stworzyć tę wyprawę. Ja już nie mogę się doczekać.
Ostatnio spotkało nas tak dużo fantastycznych przygód! Wy także byliście wspaniałą częścią podróży: dodawaliście nam otuchy, kiedy byliśmy już wyczerpani i zmarznięci, cieszyliście się, kiedy coś się udało, dopytywaliście, co u nas i poznawaliście z nami cudownych ludzi. Te opisywane na bieżąco przygody przyjęły się tutaj bardzo dobrze, więc tym razem już wiem, co robić. Przygód nie zabraknie – tego jestem pewna. Ja + mały Przemek to nie jest duet nudziarzy!

Zmiana planów to początek przygody!

O Alasce nie zapominam, w końcu tam jest moje serce. Wrócę tak szybko, jak tylko będzie to możliwe – dzisiaj obchodzę urodziny i sama sobie tego życzę.

Do zobaczenia w drodze!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.