STANY KONTYNENTALNE

Czy warto wziąć aligatora na ręce? [zdjęcia]

40417614_1095178003973357_7783112972422873088_oZacznijmy od tego, że w ogóle nie miało nas tutaj być. Luizjana nigdy nie siedziała mi w głowie. Mokradła, węże, pająki i aligatory to zupełnie nie moja bajka. Oczami wyobraźni widziałam nas w kaloszach – przestraszonych, rozglądających się dookoła i próbujących wyciągnąć gumiaki z bagna. Tak, zdecydowanie wolę góry. Jednak podróżowanie bez założonego z góry planu może zaowocować wizytą w zupełnie niespodziewanym miejscu. I tak zatrzymaliśmy się w Luizjanie.

Jak ja się cieszę, że tak się stało! Mokradła Luizjany to jedno z najpiękniejszych miejsc, jakie w życiu widzieliśmy. Dlaczego? Bo każdy centymetr, każdy milimetr jest pełen życia. Wszystko tętni, wydaje odgłosy, przybiera każdy możliwy odcień niebieskiego, zielonego i brązowego. Jak cudownie jest odkrywać dla siebie nowe miejsca, pokonywać uprzedzenia i lęki.

Pierwszego dnia znalazłam na mapie plażę nad Zatoką Meksykańską. Postanowiłam zabrać tam młodego i była to dobra decyzja. Początkowo nic nie zapowiadało cudownej, pustej plaży i ciepłej wody – długa przeprawa przez bagna zasiała w nas pewną obawę. Na szczęście plaża była piękna i prawie* cała dla nas. Zostaliśmy na noc. Niestety mieliśmy okazję przekonać się na własne oczy, ile śmieci wyrzucają na brzeg wody Zatoki.
*(zajrzyjcie w poprzedni post).

40463925_1095172760640548_3948229784420483072_o

40545200_1095172263973931_5676528648715239424_o

40468050_1095177027306788_7770721154255290368_o

40444553_1095177083973449_7849219721768468480_o

40438558_1095174517307039_2816340876396068864_o

40451705_1095172977307193_6635071422542643200_o

40504568_1095181507306340_372929072554049536_o

W drodze na plażę wstąpiliśmy do Visitor Center – najdziwniejszego, jakie w życiu widziałam. W budynku nie było nikogo, a wystawy zwiedzało się na własną rękę. Właśnie tam Młody zobaczył zdjęcie aligatora i od tej pory nie dawał mi spokoju – MUSIMY zobaczyć forfitera. „Wspaniale” – pomyślałam. Ledwo zostawiliśmy za sobą grzechotniki, a teraz mamy się czaić na aligatory. Zapytałam miejscowych, co zrobić, żeby: A) zobaczyć aligatora B) nie zostać przez niego zjedzonym C) nie korzystać z wycieczki z przewodnikiem. Wyszło na to, że najlepiej zostać na noc w jakimś miejscu przy drodze, która z dwóch stron otoczona jest bagienkiem. Wtedy mamy sporą szansę, że nad ranem/wczesnym rankiem zobaczymy aligatora wędrującego na drugą stronę.

Drugiej nocy zaczailiśmy się więc na forfitera, ale niestety nie wynurzył się. Wolę nie myśleć, jak głupio wtedy wyglądaliśmy. Na szczęście nocna eskapada nie była bezowocna. Zobaczyliśmy przepiękny wschód i zachód słońca. No dobrze, ale co dalej z tymi aligatorami?

40606984_1095191857305305_4725966272016154624_o

40510009_1095172583973899_1084282111831048192_o

40463201_1095179843973173_3747257406963318784_o

40521510_1095191493972008_947407564306382848_o

Oczywiście widziałam reklamy biznesów oferujących wycieczki łodzią po bagnach w poszukiwaniu aligatorów. Niestety – jakoś nie przekonywały mnie hasła reklamowe pt. „weź małego aligatorka na ręce!”, lub „nakarm aligatora”. Poszperałam trochę w Internecie i znalazłam mężczyznę, który oferował eko-wycieczki na wsi, jakieś dwie godziny od miejsca, w którym się zatrzymałam. Zapakowałam Przemka do auta i pojechaliśmy pod wskazany adres. „Biuro” okazało się pick-upem zaparkowanym przy jeziorze. W środku siedział młody, pulchny mężczyzna. „Dzień dobry! Ma pan dla nas dzisiaj czas?” – zapytałam. „Mam, aż za dużo!”. I tak wsiedliśmy na łajbę (byliśmy zupełnie sami!) i za 20 dolarów pływaliśmy po mokradłach Luizjany przez kilka godzin! Corey był wspaniałym, świadomym i zabawnym przewodnikiem. Jedynym jego mankamentem był fakt, że nie dało się z nim żartować o szwagrze, predatorze i forfiterze. Nie można mieć wszystkiego. Corey bez prowokowania, łapania małych aligatorów i rzucania jedzenia zwierzętom, pokazał nam bagniska w ich najpiękniejszym wydaniu. Chyba nigdy tak bardzo nie cieszyłam się z wycieczki z przewodnikiem. Był to bardziej wypad nad jezioro z kumplem, niż nudna pogadanka z facetem krzyczącym przez megafon „3 O’CLOCK, LADIES AND GENTLEMEN!”.

Warto korzystać ze zorganizowanych wycieczek świadomie. Niestety: ludzie dla kilku groszy zrobią wszystko. Czasem może się wydawać, że obecność przewodnika daje gwarancję profesjonalizmu, ale niestety nie zawsze tak jest. Właściciele firm karmią dzikie zwierzęta, wyciągają je z wody i przyzwyczajają do człowieka. I będą to robić, dopóki ludzie reagują na bannery z podpisem „przytul małego aligatora już dzisiaj!”. Zanim udacie się na jakąkolwiek wycieczkę, sprawdźcie, jak jest przeprowadzana i czy nie krzywdzi zwierząt.

40498816_1095179067306584_5715962732029673472_o

40443758_1095178080640016_5744312526955347968_o

40460137_1095176617306829_6476574334612668416_o

40446767_1095175550640269_935156268878790656_o

40541127_1095172247307266_1360531157019525120_o

40541172_1095172303973927_8598813229998669824_o

40417614_1095178003973357_7783112972422873088_o

40432674_1095179153973242_6957695153771380736_o

Ciekawostka: płynąc przez jezioro, Corey pokazał nam drewniany podest i linę zwisającą z drzewa. „Wiecie co? Wiem, że kiedyś 3 osoby zdecydowały się skoczyć z tej liny do jeziora” – uśmiechnął się. „Słucham?!” – po zobaczeniu ze dwudziestu par aligatorzych ślepi łypiących na nas z wody, wydawało mi się to czystym szaleństwem. Jakiś czas później zobaczyliśmy na podeście dwie osoby: chłopaka i dziewczynę. Podpłynęliśmy do nich i… tak, zdecydowali się skoczyć do jeziora pełnego aligatorów.

40527884_1095179160639908_2914209866673291264_o

40533962_1095176627306828_8916489953471365120_o

Kolejne dni spędziliśmy na odwiedzaniu plantacji i poznawaniu historii niewolnictwa oraz Wojny Secesyjnej. To oczywiście temat na oddzielny post, nie da się wszystkiego wrzucić do jednego worka. Dzisiaj podeślę Wam kilka zdjęć ze słynnej plantacji Oak Alley.

40461383_1095181257306365_1646424190493917184_o

40460766_1095181537306337_6092318372442144768_o

40422107_1095181223973035_4479855098243055616_o

40427397_1095173680640456_6532431329189953536_o

40549195_1095181203973037_1442246040857083904_o

40472906_1095172190640605_5930021638614548480_o

To, czego uczy mnie pobyt w Luizjanie to zdecydowanie otwartość. Poglądy mieszkańców często są bardzo sprzeczne z moimi, jednak staram się nie wdawać w kontrowersyjne dyskusje. Oni także. Dzięki temu zauważyłam, że pomimo dzielących nas różnic, nadal możemy być dla siebie przyjaźni i serdeczni. Chociaż wciąż przecieram oczy ze zdumienia, kiedy zaciekły przeciwnik imigrantów zaprasza mnie na kolację do swojego domu. Podobnie jest z przyrodą Luizjany: początkowo tak obca i nieprzyjazna, z czasem wystrzeliła na moje podium najpiękniejszych miejsc w Stanach.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.