BEZ KATEGORII

Khutzeymateen: królestwo niedźwiedzia grizzly, czy jego ostatni azyl?

Na świat miejskich dźwięków dawno musieliśmy się uodpornić, bo jest brzydki, nieznośny i drażniący. Niestety czasami, najczęściej wtedy, kiedy czujemy się fizycznie źle, nie potrafimy schować w sobie świadomości jego istnienia. Trzaskanie drzwiami, buczenie urządzeń elektrycznych, warczenie aut, brzęczenie szkła, sygnał wiadomości, sygnał połączenia, tysiące innych sygnałów, reklamy w telewizji, stukanie obcasów o beton. Wszystkie te okropne dźwięki docierają do nas symultanicznie. Nawet teraz, siedząc w swoim mieszkaniu, mogę je wszystkie wyłapać w ciągu minuty.

Dlatego trudno mi było przenieść się z powrotem na północne wybrzeże Kolumbii Brytyjskiej, daleko od miast, tam, gdzie dźwięki są pierwszym zwiastunem nadchodzącego piękna.

Chyba w końcu się udało.

Było lato. Płynęłam łodzią przez wąską, głęboko wcinającą się w ląd Zatokę Khutzeymateen. Do tej pory wszystko chowało się za mgłą, która teraz powoli zaczęła opadać. Zamknęłam oczy i zadarłam głowę do góry w oczekiwaniu na pierwsze promienie słońca. Słyszałam szum wody i plusk wyskakujących na powierzchnię ryb. Delikatny pogwizd wiatru i szelest roślin składały się na spokojną ścieżkę dźwiękową tej podróży. Czasami przedzierały się inne odgłosy, także nienachalne. Najczęściej było to stukanie, ćwierkanie i powarkiwanie zwierząt. Czułam już ciepło na twarzy, a pod powiekami zrobiło się jaśniej, ale nie otwierałam jeszcze oczu. Podobał mi się ten koncert.

DSC_5984

12

W końcu niebo przeszył przenikliwy, głośny pisk. Poderwałam się i spojrzałam w górę. Po chwili zobaczyłam bielika*. Rozłożył ogromne skrzydła, które miały dwa metry rozpiętości, jeśli nie więcej. Mgła zniknęła, latał na tle błękitnego nieba i soczystych odcieni zielonego. Krążył nad wodą przez pewien czas, po czym poszybował nad lasem deszczowym i zniknął z pola widzenia. Na tym kawałku nieba, świat widziany z góry jest zarezerwowany dla niego. Nie straszą go plastikowe ptaki-pajęczaki XXI wieku – drony, ani helikoptery, ani ludzka przemysłowa aktywność. Bielik sponad szczytów drzew obserwuje roziskrzony, głębokozielony las, góry, czystą wodę zatoki, fiordy i wielorybie ogony, ciężko opadające na gładką taflę. Widzi wilki, rosomaki i inne zwierzęta. Ale przede wszystkim widzi wielkie, brązowe, kudłate kule. Niedźwiedzie grizzly.

3

11

16

7

Ja też z łatwością mogę je obserwować, mimo, że nie mam wzroku bielika. Są po prostu blisko mnie i nic sobie z mojej obecności nie robią. Wielki samiec drzemie przy brzegu, inny zawzięcie pożera trawę. Niedaleko, na drugim brzegu, mały niedźwiadek biegnie niezdarnie do matki. Ta leży niedaleko z dwójką pozostałych miśków. Płynąc dalej, oglądam jeszcze parę w miłosnym uniesieniu, samca z chorą nogą (to po walce z innym niedźwiedziem) i świeżaka, który dopiero co musiał wygrzebać się spod łap mamy.

5

4

2

13

9

DSC_ 5714

17

DSC_6030

Khutzeymateen Provincial Park, często nazywany Khutzeymateen Grizzly Bear Sanctuary, to pierwsze i jedyne sanktuarium w Kanadzie poświęcone ochronie niedźwiedzi grizzly. Można do niego dotrzeć łodzią lub wodolotem. Główną część parku odwiedza tylko 400 osób na rok, a na terenie całego sanktuarium opcje obserwowania zwierząt są ograniczone. Przemieszczanie się łodzią po wąskiej zatoce Khutzeymateen jest dozwolone pod warunkiem przestrzegania odpowiednich zasad i zachowania ciszy. Na szczęście restrykcje nie obejmują tylko turystów. Zabronione są także polowania na niedźwiedzie**, wszelkie aktywności przemysłowe (kiedyś duże zagrożenie dla lasów w obrębie dzisiejszego parku) oraz przeloty helikopterami nad parkiem. To wszystko sprawia, że Khutzeymateen to nieprawdopodobnie dziki teren. Mieszka tu około 40-50 niedźwiedzi grizzly. Tylko co sprawia, że oglądanie ich właśnie tutaj, jest tak wyjątkowe? Zwierzęta z sanktuarium wiedzą, że nie spotka ich ze strony człowieka krzywda, nie traktują nas jako zagrożenia. Są wolne od ludzkiego prześladowania, polowań i strzałów, co powoduje, że ufają nam na tyle, żeby zachowywać się w naszym towarzystwie naturalnie. Obserwowanie niedźwiedzia w takim wydaniu jest czymś absolutnie niezwykłym, prawie niedostępnym. Szczególnie w połączeniu z opisanym wcześniej krajobrazem.

14

1a

19

DSC_ 5714

DSC_6134

10

W pierwszym momencie myślałam o tym, żeby zatytułować ten wpis „niedźwiedzia kraina szczęścia”, ale coś mnie powstrzymało. Khutzeymateen jest wspaniałym miejscem i bardzo bym chciała, żeby więcej takich chronionych obszarów pojawiło się w Kanadzie. Jednak samo jego istnienie skłania do przemyśleń, które nie są już tak pozytywne.

Nie tak dawno temu niedźwiedzie grizzly wędrowały nie tylko po Alasce i zachodniej Kanadzie, ale także po całych zachodnich Stanach Zjednoczonych, od Wielkich Równin, po wybrzeże Pacyfiku. W miarę, jak osadnicy*** przemieszczali się na zachód, ich kontakt z niedźwiedziami wzrastał. Zwierzęta były potencjalnym zagrożeniem dla ludzkiego pożywienia (na przykład dla hodowli), a także – w pewnych okolicznościach – dla człowieka. Dlatego też w latach 1800-1950 niedźwiedzie były systematycznie wyłapywane i zabijane. Rzeź przetrwały tylko te, które żyły na dużych, trudno dostępnych obszarach. W ciągu około 100 lat zwierzęta zostały wyeliminowane z 98% obszarów ich pierwotnego występowania na terenie kontynentalnych Stanów Zjednoczonych.

Lekcja jest boleśnie prosta. Gdziekolwiek w dzicz trafia cywilizacja, tam znikają grizzly. Dzisiaj ich ostoją pozostała Alaska i północno-zachodnia Kanada, czyli tereny dość słabo zaludnione i naturalne. Chociaż i tutaj nie są wolne od zagrożeń związanych z aktywnością ludzi. Na szczęście w 1994 roku aktywiści wywalczyli utworzenie Khutzeymateen Provincial Park i tym samym uratowali ten obszar przed wycinką. Jest to obecnie JEDYNY park w Kanadzie poświęcony szczególnie ochronie siedlisk niedźwiedzi grizzly.

Khutzeymateen jest zarządzany przez Indian – Tsimshian First Nations, plemię Gitsi’is oraz Parki Kolumbii Brytyjskiej. Jest to bardzo istotna współpraca. Znaczenie kultury rdzennej poruszę w osobnym wpisie.

*Bielik amerykański, najsłynniejszy ptak ameryki, często błędnie nazywany jest orłem.
**Od 2018 roku polowania na grizzly zabronione są na terenie całej Kolumbii Brytyjskiej.
***Warto podkreślić, że chodzi tu o kontakt z osadnikami, nie z ludźmi w ogóle. Niedźwiedzie i Indianie współegzystowali ze sobą na długo przed przybyciem osadników z Europy. Życie w zgodzie z naturą było spójne z filozofią rdzennych mieszkańców.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.