Juneau – miasto, do którego nie da się dojechać. Podróż do stolicy Alaski.

DSC_4851aaab.jpg

Wyobraźcie sobie amerykańskie miasto, do którego nie da się dojechać. Nie dociera tutaj żadna autostrada. Miasto, którego atrakcją są lodowce, wodospady i góry. Lodowiec jest tak łatwo dostępny, że odwiedzają go rodzice z niemowlakami w nosidłach, przedszkolaki i seniorzy. Miasto, gdzie żyją niedźwiedzie, jelenie i łosie. Miasto, którego obszar jest równy łącznej powierzchni stanów Rhode Island i Delaware, a liczy tylko 30.000 mieszkańców. Miasto, które zima obdarza kolorowymi światłami zorzy polarnej. Latem natomiast unosi się nad nim tajemnicza mgła. Miasto, w którym nadal żyją szamańskie zwyczaje rdzennych Indian. Niektórzy wciąż mówią w jednym z najbardziej niezwykłych języków świata – języku tlingit.

To miasto istnieje naprawdę. Wyobraźcie sobie Juneau – stolicę Alaski. 

Na dobry początek – tradycyjnie – kilka zdjęć:

1Krajobrazy wzdłuż Klondike Highway.DSC_4608aJuneau – kanał Gastineau.DSC_4851aaaWodospad Nugget.DSC_4725aLodowiec Mendenhall.DSC_4809a

DSC_5028aJezioro Emerald przy Klondike Highway.

Juneau to miasto, do którego można dostać się tylko drogą morską lub powietrzną. Jeśli czytaliście poprzedni wpis, wiecie, że ja i mój syn wybraliśmy drogę morską. Zjechaliśmy z przepięknej Alaska Highway i ruszyliśmy na południe drogą Klondike. Nie będę oszukiwać: droga do Juneau to była droga przez mękę. Pogodę mieliśmy fatalną: deszcz, śnieg a nawet mróz. Widoczność pozostawiała wiele do życzenia i cała uroda Klondike Highway, o której tyle czytałam, pozostawała nieosiągalna dla naszych oczu. Postanowiliśmy zatrzymać się na noc w Carcross (Caribou Crossing) w Jukonie. To wioska nad jeziorem Bennett, w której żyje zaledwie 300 osób. Byłam zmęczona i rozczarowana. Zauważył to właściciel kempingu w Carcross i na poprawę nastroju pozwolił nam spać i korzystać z łazienki za darmo.

Następnego dnia pierwszy raz w trakcie podróży przekroczyliśmy granicę z Alaską, ale jedyne, co zobaczyliśmy, to znak „Welcome to Alaska” i mgłę. Dojechaliśmy do miasta Skagway. Tam wskoczyliśmy na prom do stolicy Alaski. Rejs trwał 6 godzin. Na szczęście z Juneau wracaliśmy tą samą drogą – tym razem pogoda okazała się łaskawa. Wtedy w końcu udało nam się dostrzec niezwykłą urodę Klondike Highway, naszej autostrady do Juneau: 

1Krajobrazy z drogi powrotnej. Klondike Highway.

5Jezioro Bennett w Carcross.DSC_5034aJezioro Emerald, Klondike Highway.DSC_5028a

DSC_4949a

DSC_4965a

DSC_4255aCarcross, Jukon.DSC_4964a

DSC_4303aPrawie całą drogę do Juneau towarzyszyła nam gęsta mgła.DSC_4356aRejs ze Skagway do Juneau trwał 6 godzin. DSC_4389a

DSC_4365aa

W mieście spędziliśmy 3 noce. To dłużej, niż zamierzaliśmy (okazało się, że w niedzielę nie pływają promy. Właśnie tego dnia planowaliśmy powrót na Alaska Highway).

Najsłynniejszą atrakcją Juneau jest lodowiec Mendenhall. Znajduje się zaledwie 20 kilometrów od centrum miasta. Wyjątkowość tego miejsca polega nie tylko na wspaniałym krajobrazie, ale także na dużej dostępności. Przyjemny, półgodzinny spacer do wodospadu Nugget pozwoli na podziwianie lodowca z naprawdę niewielkiej odległości. To dobra wiadomość dla osób z małymi dziećmi a także dla seniorów – bliski kontakt z lodowcem często wymaga albo niezłej sprawności fizycznej (szlaki w górach) albo niezłego nakładu gotówki (np. wycieczki helikopterem).

DSC_4851aaaZabawa przy wodospadzie Nugget.DSC_4809aW tle lodowiec Mendenhall.

DSC_4839a

DSC_4725aLodowiec Mendenhall.DSC_4764a

DSC_4439a

DSC_4890a

DSC_4895aUwaga na niedźwiadki! DSC_4458aDroga do Visitor Center.

Ten sam szlak, ten sam dzień. Pogoda w Juneau jest bardzo zmienna.

Spacer po centrum. Juneau to wizualnie naprawdę urocze miejsce. Nie jestem fanką amerykańskich miast, natomiast Juneau zrobiło na mnie duże wrażenie. W pochmurny i mglisty dzień nabiera zagadkowego klimatu i zamglonej urody. W dzień ciepły i słoneczny jest idealnym miejscem do relaksu: leniwie podpływające statki wycieczkowe, hydroplany na kanale Gastineau i wszechobecna zieleń. Spacer po mieście jest czystą przyjemnością niezależnie od aury. Jeśli chodzi o jedzenie, padnie jedno słowo: łosoś. Łosoś jest tutaj absolutnym numerem jeden. Niestety – ceny w restauracjach i sklepach są dość wysokie.

W słoneczny dzień wspaniały widok na miasto i kanał rozpościera się z góry Mount Roberts. Można dostać się na nią tramwajem powietrznym z centrum miasta. Muszę przyznać, że drugi raz nie zdecydowałabym się na ten środek transportu (nachalnie reklamowany jako „one of the most vertical tramways in the world”). Koszt to 33USD za osobę(!) a sama jazda trwa kilka minut i odbywa się w ogromnym ścisku. Podziwianie widoków nie było dla nas możliwe.

DSC_4608aSpacer przy kanale GastineauDSC_4611a

DSC_4634a

DSC_4671aWidok na kanał Gastineau z góry Mount Roberts.DSC_4687a

DSC_4692a

DSC_4679a

DSC_4644aSklep z łososiem w roli głównej.DSC_4647a

DSC_4664a

W centrum miasta znajdują się ciekawe muzea związane z kulturą Juneau. „Historia południowo-wschodnich ludów Alaski rozpoczęła się wieki temu i trwa do dziś” – tak można przeczytać na stronie Instytutu Dziedzictwa w Juneau. Długo przed zasiedleniem Ameryki przez Europejczyków obszar Juneau był jednym z ulubionych miejsc łowów dla ludów Tlingit, Haidów i Tsimshian. Ludy te prowadziły bogate życie artystyczne, obejmujące taniec, rzeźbę czy śpiew. Dzisiaj wiele o ich zwyczajach można dowiedzieć się w Instytucie Dziedzictwa Sealaska Heritage Institute. Nam szczególnie spodobała się wystawa masek. Maski są medium, przez które ludzie wchodzą w interakcję ze światem nadprzyrodzonym. Co ciekawe, maski były postrzegane zarówno jako potężne przedmioty magiczne, jak i dzieła sztuki. Wprawdzie słowo „sztuka” nie istniało w słowniku rdzennych mieszkańców południowo-wschodniej Alaski, jednak estetyka wykonywanych przedmiotów była bardzo ważna. Oprócz masek Sealaska Heritage Institute pozwala zajrzeć do autentycznego domu klanu, zapoznać się z lokalnymi legendami i historią ludów Alaski. Szczerze polecam to miejsce. Mimo, że jest niewielkie, stanowi ciekawą podróż kulturową. W Juneau znajdują także inne muzea: Alaska State Museum czy Juneau-Douglas City Museum.

DSC_4591a„UWAGA. Przedmioty szamańskie. Jeżeli jesteś rdzennym mieszkańcem Alaski, być może  nie chcesz wkroczyć na obszar wystawy. Wielu rdzennych Indian nadal wierzy, że szamańskie przedmioty ucieleśniają potężne duchy. Można się do nich zbliżać tylko wtedy, kiedy ma się pewność, że pochodzą z twojego klanu lub są ci przychylne”. Niektórzy Indianie nie tylko nadal związani są ze starymi zwyczajami, ale także deklarują jako pierwszy język nie angielski, ale tlingit.DSC_4576aDom klanu.DSC_4575a

Czy są jakieś większe minusy odwiedzenia stolicy Alaski? Są. Juneau jest po prostu drogim miastem. Przez całą podróż przez Alaskę i Kanadę, właśnie w Juneau wydaliśmy najwięcej pieniędzy (a przecież w tym nieciekawym rankingu startują także miasteczka Arktyki z cenami paliwa dochodzącymi do 10$ za galon). To tutaj wydałam 33 dolary w najgłupszy sposób – na tramwaj powietrzny (śmiało, możecie się ze mnie śmiać). Poza tym nie udało mi się znaleźć żadnego parkingu, na którym moglibyśmy się przespać za darmo. Zapłaciliśmy za miejsce na kempingu. Plusem tej miejscówki było wygodne pomieszczenie z pralkami, prysznicami, książkami i zabawkami dla dzieci. Po prawie dwóch tygodniach w aucie lub pod namiotem były to luksusy na miarę pałacu. Juneau jako miasto bardzo nam się spodobało, jednak wróciliśmy na pustkowia bez większego żalu. Dobrze było znowu pożegnać się z takimi zjawiskami jak kolejki, tłumy turystów czy poszukiwanie miejsca do spania.

DSC_4907a

Obszar Juneau ma do zaoferowania znacznie więcej, niż opisałam. Niestety, nie mogliśmy pozwolić sobie na wszystkie atrakcje z dwóch powodów: wieku mojego syna oraz ograniczonego budżetu. Nie zaliczyliśmy wyprawy do jaskiń w lodowcu Mendenhall (na zdjęciach w Internecie widać, że warto się tam udać). Nie mieliśmy pieniędzy na kolejne rejsy statkiem (najpopularniejsze wycieczki z Juneau to oglądanie wielorybów oraz fjord Tracy Arm). Warto też zatrzymać się chociaż na kilka godzin Haines czy Skagway – mieście z ciekawą historią związaną z gorączką złota nad Klondike. My dotarliśmy do Skagway z lekkim opóźnieniem i ledwo zdążyliśmy na prom do Juneau. Niewiele więc zobaczyliśmy.

Wygląda na to, że do Juneau jest po co wrócić.

Jeżeli chcecie dalej śledzić nasze podróże, zapraszam na Facebooka i Instagram. Następny przystanek: Denali!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s