Tornado, dynamit i antidotum na wodę sodową.

ygjfjf

– Dzień dobry. Przepraszam, zna pani prognozę pogody na dzisiaj? Zaczynam się trochę martwić…
– Aaaa, spokojnie kochana, spokojnie. To tylko tornado.
-?!
-[śmiech] Dzień jak co dzień w Dakocie Południowej. – Długowłosą recepcjonistkę z zachrypniętym głosem i papierosem w dłoni wyraźnie rozbawiło doprowadzenie mnie do stanu przedzawałowego. W Montanie przynajmniej raz dziennie obserwowaliśmy załamanie pogody, przywodzące na myśl sceny apokaliptyczne. Piękne, bezchmurne niebo i słoneczna aura w kilkanaście sekund zamieniały się w gęste, granatowe kłęby strachu. Jednak dopiero ta pani z papierosem, która tak wyraźnie wypowiedziała słowo „tornado” naprawdę mnie zaniepokoiła. W rzeczywistości nie było powodów do większego strachu, ale wtedy jeszcze nie wiedziałam, że taka pogoda faktycznie jest w Dakocie na porządku dziennym. Rozbawienie tytoniowej recepcjonistki nie było bezpodstawne. Na szczęście rano już się nie zobaczyłyśmy.

Długo nie mogłam spać. Internet padł, Mysz padł, w telefonie nie miałam zasięgu. Długo słuchałam, jak plastikowe krzesła z ogrodu obijają się o drzwi pokoików motelowych. W końcu, sama nie wiem po jakim czasie, wiatr zaczął się uspokajać i powoli razem zapadaliśmy w sen.

DSC_6984A.jpgNagłe załamanie pogody w Montanie. Niestety w Dakocie byłam zbyt zajęta panikowaniem, dlatego zdjęć brak. Można jednak śmiało sugerować się tą fotografią.

Obudziło nas oślepiające światło dnia. Byliśmy w wyśmienitych humorach. Mysz zawsze dobrze wypoczywa przy akompaniamencie deszczu i wiatru za oknem, a ja byłam z nas bardzo zadowolona. Mieliśmy już kawał drogi za sobą, przeżyliśmy tornado, generalnie całkiem nieźle nam szło. Mysz był wyraźnie ucieszony wyprawą i z przejęciem godnym trzylatka opowiadał mi, co podoba mu się najbardziej. W dodatku wszędzie, gdzie weszliśmy, ludzie witali nas z taką serdecznością i zaangażowaniem, że aż poczuliśmy się wyjątkowo. Pani z Pizzy Hut na kolejnym końcu świata pytała mnie, czy chcę rachunek po angielsku, czy może wolę, żeby spróbowali przetłumaczyć mi na polski. Wszyscy byli zdumieni pojawieniem się w okolicy takiego dziwacznego duetu. Wszyscy pytali „Jak ty to robisz?! Z takim maluchem?” Jeszcze chwilę, jeszcze trochę i oto ja, Matka i Podróżnik Roku, napiszę chyba poradnik, jak być cool. Z takim oto wspaniałym nastawieniem ruszyliśmy w kierunku pierwszej (i jednej z niewielu) słynnej atrakcji turystycznej na naszej trasie. Atrakcja turystyczna, jak to atrakcja turystyczna – dużo ludzi, wata cukrowa, 15$ za parking i inne przyjemności płynące z przebywania w tłumie Azjatów i otyłych Amerykanów na urlopach. Ale przecież nie mogłam ominąć miejsca, które ze Stanami kojarzyło mi się od najmłodszych lat.

Pamiętacie jeszcze wpis z Montany? Pisałam tam trochę o Black Hills – Górach Czarnych, czyli ziemi świętej dla Indian. Właśnie w tym miejscu, na wzniesieniu, które rdzenni mieszkańcy długo nazywali Górą Sześciu Dziadków, Amerykanie postanowili wyryć monumentalny pomnik symbolizujący pierwsze 150 lat historii Stanów Zjednoczonych. Na wzniesieniu nazywanym już wtedy Mount Rushmore wykuto głowy czterech prezydentów, szczególnie ważnych dla historii USA. Przejdźmy teraz (mam nadzieję, że bezboleśnie) przez kilka faktów dotyczących pomnika. Przede wszystkim: czyje to są głowy? (Nie ma co się wstydzić, nie tylko Ty nie wiesz, naprawdę!). Otóż głowy należą do: George’a Washingtona – pierwszego prezydenta i ojca narodu; Thomasa Jeffersona – autora Deklaracji Niepodległości; Theodora Roosevelta – prezydenta, który zasłynął przekopaniem Kanału Panamskiego oraz do Abrahama Lincolna, który zniósł w Stanach niewolnictwo. Każda głowa ma 18 metrów wysokości a wykucie ich wszystkich trwało aż 14 lat (1927-1941). Gutzon Borglum, rzeźbiarz odpowiedzialny za ten pomnik, zmarł kilka miesięcy przed jego ukończeniem. Prace nad nim przejął syn Gutzona, Lincoln. Co ciekawe, głównym narzędziem rzeźbiarskim był dynamit i inne materiały wybuchowe. Poza tym używano ciężkiego sprzętu, młotów i kilofów. Tuż przy pomniku znajduje się mała wioska turystyczna Keystone, gdzie da się tanio zjeść w pięknych klimatycznych restauracjach. Zdjęcia poniżej. Ale zaraz po obejrzeniu galerii koniecznie doczytajcie wpis, a dowiecie się, kto wylał mi na głowę wiadro z zimną wodą!

Nie mogę nie wspomnieć o innym monumencie znajdującym się w Górach Czarnych. 30 minut od Mount Rushmore trwają prace nad pomnikiem indiańskiego wodza, Szalonego Konia (Zasłynął m.in w bitwie nad Little Bighorn, o której także pisałam w poście o Montanie). Sama głowa ma 25 metrów wysokości. Po ukończeniu prac, będzie to największy pomnik na świecie! Pracę nad nim rozpoczął rzeźbiarz polskiego pochodzenia, Korczak Ziółkowski a dzisiaj kontynuuje ją jego rodzina. Podsyłam Wam krótki film, który obrazuje skalę przedsięwzięcia. Imponujące!

Jechaliśmy do kolejnego moteliku w wybornych nastrojach. Mysz szczęśliwy po zjedzeniu lodów, a ja nadal przeświadczona o naszej wyjątkowości i wyjątkowości tego, co robimy. Dojechaliśmy na miejsce późnym wieczorem, jednak przy recepcji była dość długa kolejka. Tam właśnie poznałam Laurę i Marię, dwie naprawdę wyjątkowe kobiety. Nasza czwórka miała ze sobą wiele wspólnego: one także jeździły przez całe Stany autem, były duetem mama-dziecko i także spędziły właśnie dzień na Mount Rushmore. Nawet jechały w tym samym kierunku: na południe, przez Nashville na Florydę. Nie do wiary! Ale wiecie, co w nich było najfajniejsze? Mama (Laura) miała 94 lata, a córka (Maria) 73! Parę dni później spotkałyśmy się przypadkiem w Nashville. Starsza z dam, mimo, że bawiła się z Myszem i rozmawiałyśmy ze sobą dość długo, w ogóle nas nie pamiętała. Jej córka przywitała się natomiast serdecznie i prosiła, żebym się nie przejmowała – mama ma już kłopoty z pamięcią. Spotkanie z nimi skutecznie wyleczyło mnie z pierwszych objawów zadufania. I całe szczęście. Niestety, Maria nie życzyła sobie, żebym zrobiła im zdjęcie (pewnie bała się, że wrzucę na jakiegoś bloga). Uszanowałam to i liczę, że uwierzycie mi na słowo.

Podróże to styl życia. Czasami całego życia.

3 Comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s