2.jpg

Szybkim krokiem szłam w kierunku dużego, drewnianego, XVII-wiecznego domu. Pchałam przed sobą wózek przykryty folią przeciwdeszczową, w którym smacznie spał mój syn. Przemokłam do suchej nitki. Ołowiane niebo, strugi deszczu i puste uliczki. Jak w starym dreszczowcu. Miałam wrażenie, że wszystko jest w bieli i czerni.  (więcej…)