BEZ KATEGORII

Lato na wsi.

Każdego roku, w pierwszych dniach lata, babka przestrzegała mnie i moich kuzynów, żeby nie zapuszczać się do boru za domem. Nigdy nie nazwała go lasem albo puszczą. Bór wydawał nam się mroczny i od samego sposobu, w jaki babka o nim mówiła, dostawaliśmy dreszczy.

Miałam 5 lat, kiedy po raz pierwszy spędziłam całe lato na wsi. Razem z trzema starszymi kuzynami bawiliśmy się w piratów na podwórzu. Biegaliśmy do sadu kraść jabłka sąsiada a potem objadaliśmy się nimi za domem do momentu, aż rozbolały nas brzuchy. Wbiegaliśmy do gołębnika dziadka i straszyliśmy ptaki, aby później za karę zrywać śliwki ze wszystkich drzew z zagajnika.

Wieczorami zabieraliśmy dzban ze śliwkowym kompotem i chodziliśmy na strych. Najstarszy z kuzynów wyglądał wtedy przez okno i obserwował majaczący w oddali bór. Pozostali otwierali ze mną pudła pełne skarbów. Były tam nieużywane od lat zastawy stołowe, lalki w poszarpanych sukienkach, drewniane miecze i stare gazety. Żadne z nas nie chciało patrzeć na bór, w którym żył ogromny wilk zjadający dzieci.
Przyszedł w końcu wieczór, kiedy najstarszy kuzyn nie poszedł z nami na strych. Gołębie szamotały się i gruchały głośniej, niż zwykle, chociaż nikt ich nie straszył.

Następnego lata babka ostrzegała przed borem troje dzieci.
Znowu kradliśmy jabłka, obrywaliśmy od dziadka i biegaliśmy ubłoceni, dopóki nie zaszło słońce. Drewno strychu wieczorami zamieniało się w cegłę zamku albo plażę z białym piaskiem. Ale kiedy drugi w kolejności kuzyn odważył się wyjrzeć przez okno na strychu, została nas tylko dwójka.
Z gołębnika dotarł trzepot skrzydeł i wiedziałam, że wilk zjadł kolejnego kuzyna. Po raz pierwszy w życiu poczułam niepokój a zapach strychu wydał mi się przez chwilę odrażający.

Wtedy jeszcze nie myślałam o tym, żeby nie usłuchać babki i wyprawić się do boru. Bałam się wilka, ale dreszcz, który przebiegał mi po plecach, zmienił się. Mieszał się z falą gorąca w okolicach brzucha. Razem z ostatnim kuzynem nadal kradliśmy jabłka, chociaż z każdym rokiem dojrzewały kwaśniejsze. Straszenie gołębi nie było warte obrywania śliwy cały następny dzień. Na strychu ja byłam księżniczką na dworze, a kuzyn piratem na morzu. Widziałam, jak każdego wieczoru zbliża się do bulaju. Wreszcie przylepił nos do szyby i utkwił wzrok w linii drzew.

Ostatnie wakacje na wsi spędziłam sama. Kilka razy wyprawiłam się do dzieci sąsiadów. Tylko one nadal szukały ukrytego skarbu, podczas gdy moje myśli błądziły już po leśnych ścieżkach i jamach.

Upłynęło kilka tygodni, zanim odważyłam się wejść na strych. Tumany kurzu wzbijały się z każdym pokonanym stopniem i coś mi mówiło, że jeszcze nigdy w tym miejscu nie byłam. Strych pachniał stęchlizną, kurzem i zjedzonymi przez mole ubraniami. Wtuliłam nos w rękaw bluzy. Usłyszałam pozytywki jęczące w agonii i skrzypienie podłogi. Lalki rozrzucone na podłodze, jak pamiątki dawnej makabry, przerażały mnie. Jedna nie miała ręki, drugiej ktoś wyrwał włosy. Otworzyłam okno i złapałam w płuca tyle świeżego powietrza, ile zdołałam.
Bór był znacznie bliżej niż myślałam. Niegdyś mroczny, teraz tętnił zielenią.

Biegłam, ile sił w nogach. Gołębie szalały. Słyszałam je jeszcze daleko za domem. Na skraju lasu przypomniałam sobie słowa babki i z satysfakcją wkroczyłam w gęstwinę. Wilk już czekał. Obwąchał mnie, po czym zaczął szarpać zębiskami, przeżuwać i połykać. Warczał, mlaskał, ślina toczyła mu się z pyska.

Wybiegłam z boru na czterech łapach i nigdy już nie spędziłam lata na wsi.

81586329_1484533911704429_6232134182290587648_oZdjęcie wykonane przeze mnie w Yellowstone, styczeń 2020.

.
.
.

O co chodzi, pytacie? Otóż takie sobie napisałam opowiadanie i Wam je tutaj zostawiam.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.